Mity na temat diety roślinnej cz. I

„Dieta roślinna”- czy to prawidłowe stwierdzenie? Słowo „dieta” kojarzy się nam z krótkotrwałym, restrykcyjnym sposobem odżywiania w celu osiągnięcia konkretnej poprawy naszego zdrowia, sylwetki czy samopoczucia. Nie zawsze kojarzy nam się dobrze, ze względu na mus podjęcia konkretnych wyrzeczeń/zmian w naszym życiu. Jak mawiał Paul Nison łatwiej przekonać drugiego człowieka do zmiany zdania, niż do zmiany jego nawyków żywieniowych!

Roślinożercy, osoby spożywające wyłącznie produkty pochodzenia roślinnego, odstawiają produkty zwierzęce z najróżniejszych powodów. Ideologia, panująca moda lub zwyczajnie chęć poprawy własnego zdrowia, to trzy najczęstsze impulsy. Dieta roślinna od lat, ze świetnym rezultatem, stosowana jest w lecznictwie niekonwencjonalnym, tam gdzie medycyna nie potrafi pomóc. Bardzo często są to przypadki tzw. „beznadziejne” lub „krytyczne”. W tym momencie pomocą, a często zbawieniem jest detoks tzw. post owocowo-warzywny. Ludzie potrafią uleczyć się z chorób uznawanych w środowisku medycznym za nieuleczalne. Świetnym tego przykładem jest ośrodek edukacyjno-zdrowotny stosujący terapię Gersona znajdujący się na Węgrzech. Wiele osób dzięki tej terapii wygrało z nowotworem. W metodzie tej chodzi głównie o wyeliminowanie produktów odzwierzęcych oraz duże spożycie organicznych warzyw i owoców w większości w postaci soków.

Dieta roślinna/weganizm jak kto woli nie jest żadną dietą, to styl życia, to wybory, które podejmuje się nie myśląc jednocześnie „O matko! – mam nie zjeść sera do końca swego życia?!” Małymi krokami, świadomie podejmujemy zmiany w celu poprawy naszego zdrowia. Pomijając sytuacje, gdy problemy zdrowotne zmuszają nas do nagłych zmian. Wraz z podejmowanymi małymi kroczkami odczuwamy poprawę/lepsze samopoczucie, co powoduje chęć posiadania większej wiedzy na temat tego, co się dzieje w naszym ciele, jak działają na nas pewne związki, substancje, a „apetyt rośnie w miarę jedzenia”! 🙂 Poprawa samopoczucia, świadomość dokonywania właściwych wyborów dla nas samych jest czymś wspaniałym. Wspaniałym impulsem/motywatorem do dalszego działania i dzielenia się tym z innymi! To jeden z podstawowych celów naszej działalności.
 
Zależy nam na ODŻYWIANIU naszego organizmu, a nie bezmyślnym jedzeniu, będącym impulsem psychicznym. Tu chodzi o odżywianie komórkowe, a nie bezmyślne zajadanie się, połykanie kęsów pokarmu, który nie ma dla nas żadnych dobroczynnych właściwości. Nasz organizm to nie „rurka” przez którą wszystko przeleci bez konsekwencji zdrowotnych. Musimy pamiętać, że prędzej czy później organizm się o swoje upomni. Organizm ludzki jest piękny i niesamowity, tajemniczy i zdumiewający. Składa się z 100 trylionów komórek! To maszyna, której elementy ściśle ze sobą współpracują. Zakłócenie jednego z elementów zaburza pracę całego układu. Ważne, aby nie patrzeć na organizm ludzki na zasadzie poszczególnych narządów, ale jako na kompatybilną całość składającą się z poszczególnych narządów ściśle ze sobą powiązanych.

Tyle słowem wstępu- czas przejść do konkretów, czyli mitów na temat diety roślinnej:

 

MIT # 1 Dieta roślinna jest równoważna ze zdrową dietą!

Dokładnie tak! W naszym odczuciu jest to jeden z największych mitów. Oprócz wyeliminowania z diety produktów odzwierzęcych ogromne znaczenie ma też jakość i właściwości prozdrowotne produktów, którymi zastąpimy te dotychczasowe. Możemy odstawić produkty zwierzęce, które na siłę chcemy zastąpić odpowiednikami roślinnymi. Odżywiając się gotowymi, wysoce przetworzonymi produktami sojowymi: kotlety, parówki, wędliny sojowe, itd. możemy narobić sobie więcej szkód, niż korzyści. Tego typu pokarm jest ubogi w substancje odżywcze. Spora ilość syntetycznych dodatków w gotowych produktach jest szkodliwa.

Dokonujemy zatem tak naprawdę gorszego wyboru, niż kupując mięso od znajomego rzeźnika i przygotowując je w domu. Do tego niekiedy nie rezygnujemy z przetworzonej mąki pszennej. Objadamy się wszelkimi produktami mącznymi wraz z „seitanem” tzw. „chińskim mięsem”– czystym glutenem- silnie alergennym białkiem zbóż, otrzymanym z mąki pszennej po wypłukaniu skrobi. Białej mące towarzyszy niekiedy biały cukier i utwardzone tłuszcze roślinne. To wszystko powoduje problemy zdrowotne w dość szybkim tempie. Powrót do diety tradycyjnej chwilowo potrafi rozwiązać sprawę. Takie sytuacje budują opinie, że dieta roślinna jest uboga, niewystarczająca i niebezpieczna.

Zatem jak skomponować dietę roślinną, aby była jak najlepiej wykorzystana przez nasz organizm? Przede wszystkim w większości składamy się z wody.

 

W pierwszym rzędzie powinniśmy zadbać o prawidłowe nawodnienie naszego organizmu. Ten punkt jest numerem jeden w zachowaniu homeostazy. Następnym najistotniejszym elementem diety roślinnej jest ilość i jakość owoców i warzyw. Dbamy o to, aby największy ich udział miały warzywa i owoce pochodzące z upraw organicznych. Warzywa powinny przodować ze szczególnym naciskiem na warzywa zielone liściaste i warzywa kapustne. Im większy udział w naszej diecie mają surowe warzywa i owoce tym lepiej! Ważnym elementem dostarczającym białka jest spożywanie kasz, roślin strączkowych, ziaren, nasion, orzechów w jak najprostszej postaci. Gotujmy/duśmy zamiast smażyć lub piec.

 

Mit # 2 Na diecie roślinnej jesteśmy skazani na niedobór białka 

Od najmłodszych lat, jeszcze gdy jesteśmy małymi szkrabami, wbija się nam do głów informację, że podstawowym źródłem białka u ludzi jest mięso (chyba każdy z nas pamięta słowa „możesz zostawić ziemniaki i surówkę, ale zjedz mięso”). Patrząc na budowę naszego układu pokarmowego zdecydowanie bliżej nam do zwierząt roślinożernych.
 
Kryterium wartościowości białka jest zawartość aminokwasów egzogennych czyli takich, których organizm sam nie zsyntetyzuje, te aminokwasy musimy dostarczyć wraz z pożywieniem. Z kompletnością aminokwasów skoncentrowanych w jednym produkcie roślinnym jest dużo gorzej niż w produkcie zwierzęcym. Nie oznacza to, że nie dostarczymy wszystkich aminokwasów niezbędnych spożywając tylko białko roślinne. Produkt zawierający białko wzorcowe(zawierający wszystkie aminokwasy egzogenne) nie musi być spożyty w jednym posiłku, a jest to główny argument stosowany w celu negatywnego przedstawienia białka roślinnego. Natomiast nie brane są po uwagę inne aspekty. Rodzaj aminokwasów w białku to jedno, a możliwość wykorzystania ich przez organizm to drugie. Doskonale wiemy, że nasz organizm trawi za pomocą poszczególnych enzymów. Proces trawienia białka polega na „rozbiciu” protein na krótsze łańcuchy aminokwasów, co raz krótsze, aż do uzyskania poszczególnych „cegiełek” zwanych aminokwasami, które wykorzysta do syntezy własnych białek. Na ten proces potrzebuje masę cennej energii. Białko zwierzęce jest najtrudniejsze ze wszystkich składników pokarmowych w procesie asymilacji i wchłaniania. Roślinne jest bardziej labilne i łatwiej ulega procesowi trawienia.

Swoją drogą oba białka są „ciężkim chlebem do zgryzienia” dla naszego układu pokarmowego. Skoro organizm rozbija białko na aminokwasy bo potrzebuje właśnie ich, dlaczego nie możemy ich spożywać w czystej postaci? I właśnie odpowiedzią na to w naturze są zielone warzywa liściaste i surowe nasiona! To właśnie one surowe, organiczne posiadają cegiełki czystych aminokwasów. Cennym źródłem są również wodorosty, amarantus, komosa ryżowa i rośliny strączkowe, w których dominuje soczewica oraz wszelkie kiełki nasion. Ciekawostką jest, iż białko migdałów jest najbardziej zbliżone składem do białka mleka kobiecego. Organiczny jarmuż nie bez powodu nazywany jest najzdrowszym warzywem na świecie. Jill Ettinger zestawiła organiczny jarmuż z wołowiną. Właściwości przeciwzapalne, zawartość błonnika, wapnia i żelaza i jego banalna uprawa spowodowały zwycięstwo jarmużu.

 

 

 
Warto wspomnieć, że nadmiar białka jest o wiele bardziej szkodliwy i występuje znacznie częściej, niż jego niedobór. W diecie tradycyjnej, zachodniej spożycie białka jest zdecydowanie zbyt wysokie, niż jego zapotrzebowanie. Taka duża ilość białka w diecie, nie występowała do tej pory. Wiele przeprowadzonych badań wykazuje silny związek między spożyciem białka zwierzęcego, a zwiększonym ryzykiem zachorowalności na nowotwory (The Chine Study, T.Colin Campbell). Mówi się wręcz, że jest przyczyną większości dolegliwości zdrowotnych doświadczanych przez ludzi. Wykazuje silnie właściwości prozapalne, zaburza równowagę kwasowo-zasadową organizmu, przyczynia się do rozwoju patogennej mikroflory jelitowej z powodu obecności bakterii gnilnych w jelitach. Wraz z dużym spożyciem białka zwierzęcego wzrasta również spożycie tłuszczy nasyconych tzw. „ukrytych”. Zatem jakakolwiek zmiana w ilości spożywanego białka zwierzęcego wyjdzie nam na zdrowie!
 
Jeśli będziemy spożywać odpowiednią ilość warzyw i nasion nie ma możliwości wpędzenia się w niedobory aminokwasów!

 

Mit # 3 Powoduje niedobór żelaza

Wraz z białkiem to jeden z najstarszych mitów diety roślinnej. Faktem jest, że żelazo hemowe znajdujące się w produktach zwierzęcych jest lepiej przyswajalne, niż białko niehemowe z produktów roślinnych. Tylko 40% żelaza w produktach zwierzęcych jest związane z hemem, pozostałe to również niehemowe żelazo. Istotnym czynnikiem są substancje, które zwiększają lub hamują wchłanianie żelaza z pożywienia. Kilkakrotnie zwiększa wchłanianie obecność witaminy C w posiłku. Jej podaż we właściwej diecie roślinnej nie jest problemem. W przypadku niedoboru warto zadbać właśnie o większą podaż witaminy C z diety, niż o samo żelazo. Do tego żelazo niehemowe posiada niesamowitą właściwość, jest świetnie przyswajane w przypadku, gdy nam go brakuje natomiast słabo, gdy mamy go pod dostatkiem. Natomiast żelazo hemowe niezależnie od naszego zapotrzebowania przechodzi do krwiobiegu.

Z tego co udało mi się zaobserwować, osoby na diecie tradycyjnej, borykające się z anemią z powodu niedoboru żelaza, zalecane mają preparaty z żelazem w celu uzupełnienia. Często nie daje to żadnych rezultatów, gdyż problem tkwi we wchłanialności. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że żelazo na diecie roślinnej po prostu unormowało się samo. Za każdym razem, gdy robiłam badania posiadałam jego lekki niedobór, co wpływało niekorzystnie na inne parametry krwi. Pomocna w unormowaniu żelaza jest melasa z karobu, sok z ekologicznego buraka z dodatkiem witaminy C, napar z pokrzywy i regularne spożywanie kasz, nasion i orzechów.

 

Mit # 4 Wege = niedobór witaminy B12 

Sprawa tej witaminy nie należy do prostych. Temat jest dość mocno kontrowersyjny.

Jest absolutnie niezbędna! Jej duże niedobory powodują nieodwracalne uszkodzenia układu nerwowego. Łagodny niedobór objawia się zmęczeniem i osłabieniem. Na niedobory są narażone osoby stosujące dietę roślinną. Nie wyklucza to, że dieta tradycyjna zabezpieczy nas przed nimi. Znam szereg osób na diecie tradycyjnej cierpiących na patalogiczny niedobór tej witaminy. Jak to możliwe?

Otóż źródła tej witaminy to głównie produkty pochodzenia zwierzęcego, głównie ryby i podroby. Tylko tutaj jest małe „ale”, aby dostarczyć witaminę B12 z produktów zwierzęcych należałoby mieć pewne źródło ich pochodzenia. Otóż zwierzęta aby zsyntetyzować B12, która następnie odkładana jest w tkankach, muszą JEŚĆ TRAWĘ. Doskonale wiemy, że nasza dzisiejsza żywność pochodzi ze zwierząt hodowlanych masowo, chowu klatkowego, gdzie kurczaki przez całe swoje życie nie zaznały kawałka pola z trawką, ani nie złapały jednego promyka słońca. Bydło hodowlane na szeroką skalę nie potrafi żuć trawy. Od pierwszych dni swojego życia karmione jest gotową paszą, która ma na celu szybki wzrost i intensywną produkcję mleka, niekiedy przewyższającą 10-krotnie swoje naturalne możliwości. W tym celu do gotowej paszy z genetycznie modyfikowanych składników dodawane są hormony i antybiotyki. Antybiotyki chronią zwierzęta przed zakażeniami, które naturalnie występują w tak dużych skupiskach osobników w danym terenie.
 
Wykorzystanie B12 przez nasz organizm zależy od sprawności czynnika wchłaniania Castle’a w żołądku, od pH treści żołądkowej oraz od aktywności enzymów. Co natomiast z B12 produkowaną przez naszą florę jelitową? Otóż B12 produkowana jest zarówno w jelicie cienkim jak i grubym. „Dr M.J. Albert,wykazała, że bakterie z gatunku Pseudomonas i Klebsiella produkują witaminę B12 w jelicie cienkim”. Należy przy tym pamiętać, że jej ilość jest bardzo mała. Produkowana witamina w jelicie grubym w większej ilości niestety nie jest wykorzystywana przez nasz organizm, gdyż jej wchłanianie odbywa się w jelicie cienkim. Natura idealnie sobie z tym poradziła i wiele gatunków zwierząt zjada własne odchody i warzywa korzeniowe z brudem w celu jej uzupełnienia 🙂 Badano fermentowane produkty roślinne np.: tempeh pod względem zawartości tej witaminy, jednak zawierał nieaktywne jej formy. Alternatywą są wodorosty (glony) bądź produkty fortyfikowane.

Jednogłośnie możemy stwierdzić, że należy zbadać jej poziom we krwi niezależnie od stosowanej diety. Osoby na diecie roślinnej koniecznie powinny ją suplementować. Ważne, aby stosowana witamina B12 przyjmowana była w obecności innych witamin z grupy B. Pozwoli to na uniknięcie ryzyka niedoborów innych witamin z tej grupy. Zdecydowanie łatwiej jest odżywiać się zdrowo i suplementować witaminę B12, niż spożywać wysoce przetworzoną żywność z nadzieją, że może niewielką ilość tej witaminy z nią dostarczymy.

Warto zadbać w naszej diecie o duże spożycie fermentowanych niepasteryzowanych warzyw jak kapusta, ogórki, buraczki.

 
Mit # 5 Niedobór wapnia, witaminy D i K2
 

 
Temat wapnia poruszany był we wpisie o mitach na temat zdrowej diety (mit nr 5).
Produkty roślinne będące dobrym źródłem wapnia to figi, sezam, mak, migdały, jarmuż, surowe liście rzepy lub mniszka lekarskiego.
 
Jednak w tej układance ważniejsze są witamina D i K2. Im należy poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Bez nich wapń nie zostanie prawidłowo wykorzystany. Witamina D właściwie jest hormonem, a każda komórka naszego ciała posiada receptory witaminy D. W diecie niestety o nią ciężko. Znana jest głównie z roli w prawidłowym rozwoju układu kostnego u dzieci, a tak naprawdę ma wpływ dosłownie na wszystko i jest jedną z najważniejszych witamin (hormonów)!
 
Wciąż tak mało o niej się mówi, nadal nie wiąże się wielu dzisiejszych schorzeń z jej niedoborem. Środowisko medyczne nie przykłada do niej dużej uwagi. Ok. 90% Polaków cierpi na jej niedobór. O jej prawidłowy poziom powinien zadbać każdy, nie tylko dzieci w okresie rozwoju czy osoby starsze borykające się z osteoporozą lub problemami układu kostnego. Suplementować powinniśmy ją praktycznie przez większość roku. Wynika to z naszej strefy klimatycznej. Promienie słoneczne, które odpowiadają za syntezę witaminy D na naszej skórze to promienie UVB, a one docierają do nas tylko w okresie 3 najcieplejszych miesięcy w roku. Kolejnym paradoksem jest to, że należy w tym okresie przebywać na słońcu w godzinach południowych, czyli w tym czasie kiedy alarmuje się, aby unikać słońca. Następnie, aby promienie UVB dotarły do naszej skóry powinniśmy nie używać żadnych środków z filtrami. Ostatnie informacje donoszą, że tego typu kosmetyki przyczyniają się do rozwoju nowotworów. Wychodźmy na słońce, korzystajmy z tej energii, to lekarstwo na wiele chorób. Oczywiście pamiętajmy, aby się naświetlać parędziesiąt minut a nie opalać godzinami.
 
Niedobór witaminy D przyczynia się do: alergii, ADHD, astmy, cukrzycy, depresji i zaburzeń psychicznych, infekcji (tzw. sezonowe grypy i przeziębienia), nadwagi i otyłości, nowotworów, chorób związanych praktycznie z każdym układem w naszym organizmie, po syndrom chronicznego zmęczenia i problemy hormonalne. Aby w bardzo prosty sposób przekonać się o potędze jej działania, wystarczy zażyć sporą jej dawkę rzędu kilkudziesięciu tysięcy jednostek, gdy dopada nas infekcja/przeziębienie. W połączeniu z dużą dawką lewoskrętnej witaminy C stawia nas następnego dnia na nogi 🙂
 
Jeśli chodzi o witaminę K2. Od dawien dawna znamy witaminę K, która odpowiada głównie za proces krzepnięcia krwi. Ale K2? O tym nie wykłada się na uczelniach medycznych. A szkoda, gdyż okazuje się kluczową substancją sterującą gospodarką wapniowo-fosforanową. Bardzo istotna w leczeniu osteoporozy, schorzeń układu kostnego jak również w miażdżycy. Ma kluczowe znaczenie w zapobieganiu odkładania się wapnia w tętnicach. Oczywiście mówimy o formie K2-MK7. Choroby układu krążenia są pierwszą przyczyną zgonów na świecie. Zapobiegając odkładaniu się wapnia w naczyniach krwionośnych odgrywa bardzo ważną rolę w zapobieganiu chorobom układu krążenia, które należą do pierwszej przyczyny zgonów na świecie. Suplementując witaminę D zawsze należy pamiętać o uzupełnianiu również witaminy K2-MK7!

 
Zespół Farmy Świętokrzyskiej
 

Podziel się...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Komentarze