Torebka foliowa? Nie, dziękuję.

23 stycznia mamy nietypowe święto „Dzień bez Opakowań Foliowych”. Inicjatywa ta ma już kilka lat, zrodziła się z miłości do środowiska, choć poza pro-ekologicznymi aspektami, pozytywnie wpływa na inne obszary naszego życia. Torebka foliowa jest niestety powszechnym elementem krajobrazu na całym świecie. Czy to ładny widok? Raczej nie. Czy jest ona naprawdę niezbędna? Też nie. To może warto zamienić ją i inne opakowania foliowe na te wielokrotnego użytku.

Od początku zeszłego roku, z inicjatywy Unii Europejskiej, za reklamówki musimy płacić. I dobrze, bo może – jeśli nie czynnik środowiskowy, to finansowy zmobilizuje społeczeństwo do chodzenia na zakupy z własną torbą.

Foliowe opakowania – szczególnie jednorazowe reklamówki – zazwyczaj kończą jako zwykłe śmieci. I gdyby trafiały tylko do kontenerów, to pół biedy… Ale znajdujemy je wszędzie – w lasach, w górach, w rzekach, morzach i ocenach. Tym samym często są przyczyną śmierci wielu zwierząt albo katastrof naturalnych. W Bangladeszu pod koniec lat ’80 i ’90 miały miejsce 2 powodzie, o które „oskarżono” odpady, bowiem ich ogromna ilość tamowała naturalne odpływy.

Torba foliowa (nie biodegradowalna), mimo że delikatna, jest bardzo wytrzymała jeśli chodzi o jej proces rozkładu – może on zająć od kilkudziesięciu do kilkuset lat (choć tych 300 letnich to jeszcze nikt nie widział, ale wierzymy badaniom nad trwałością materiałów). A paradoksem jest to, że czas jej użytkowania to 15-30 minut!

Co zrobić, by nie dokładać swoich 3 groszy w degradację środowiska?

Najskuteczniejszym rozwiązaniem jest każde opakowanie wielokrotnego użytku. Czy to torby materiałowe, czy pudełka plastikowe albo kartony. W naszym domu królują bawełniane torby, które towarzyszą nam na każdych zakupach (no, czasem mąż zapomni wziąć, to wtedy kombinuje – choć w supermarketach z powodzeniem można zdobyć jakiś karton…!). Najbezpieczniej mieć zawsze jedną torbę w torebce/plecaku, dodatkową w samochodzie czy koszyku rowerowym. My nawet na pieczywo mamy lniany woreczek, a na warzywa i owoce torebki uszyte z… firanek! Na początku w lokalnych piekarniach i sklepach budziły on zdziwienie i ekspedientki i inni klienci patrzyli na mnie jak na wariatkę. Później zaczęli chwalić. Teraz już pamiętają, że mnie toreb się nie proponuje i mówią, że coraz więcej klientów przychodzi ze swoimi woreczkami. Można?

A co, jeśli jednak zaplącze się nam gdzieś jakaś torebka foliowa?

Używać jej aż do skutku. Nie wyrzucać tylko dlatego, że nazywa się jednorazową. Z takich bardzo zużytych można zrobić przecież worek na śmieci! A najlepiej wrzucić ją do odpowiedniego kontenera do recyklingu.

Proces eliminowania opakowań jest długi i energochłonny. Nie ma się co oszukiwać, że raz-dwa i pozbędziemy się folii z domu. Zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach jak na razie są one czasem niezastąpione, bo np. nie przeciekają gdy coś nam się rozmaśli etc., ale pamiętajmy, że wszelkie tworzywa sztuczne nie są przyjazne dla naszego zdrowia. Im mnie będziemy ich sobie dawkować, tym lepiej.

Komentarze