Wyniki wyszukiwania dla: witaminy

Miso shiru w wersji eko/wege/bezglutenowej

Zupa miso shiru jest najbardziej popularną zupą w kuchni japońskiej. To tradycyjne danie spożywane niemal codziennie i do wszystkiego! Składniki można dobierać według własnego smaku począwszy od warzyw po owoce morza, a na wodorostach, makaronie ryżowym i tofu skończywszy. W miso shiru znaleźć można niemal każdy typowy japoński składnik.

Zupa przyrządzana jest na bazie bulionu dashi oraz pasty miso- tradycyjnej, gęstej, japońskiej pasty produkowanej ze sfermentowanego ryżu, pszenicy, soli, drożdży i/lub soi. Występuje ona w różnych wariantach smakowych i kolorach.

Składniki zupy są bardzo bogate we właściwości odżywcze! Pasta miso dzięki wysokiej zawartości białka oraz bogactwu witamin i substancji mineralnych odgrywała najważniejszą rolę żywieniową w Japonii. Dzięki procesowi fermentacji staje się probiotykiem i przyczynia się do rozwoju zdrowej flory jelitowej. Tym samym wspomaga właściwe trawienie i wchłanianie pokarmów oraz przyczynia się do zwiększenia odporności organizmu. Natomiast wodorosty wakame używane są w kuchni japońskiej jako warzywo, są bogate w wapń i żelazo, zawierają także witaminy A i C.

Pamiętajmy, aby pasty miso nie doprowadzić do wrzenia, ponieważ traci ona wówczas swoje walory zdrowotne!

My stworzyliśmy swój własny przepis na miso shiru w wersji eko/wege/bezglutenowej. Jest bardzo prosty, a przyrządzenie tej wyśmienitej zupy zajmuje dosłownie chwilę 🙂

 

 

Składniki na bulion:

# 3 litry wody

# 2 eko marchewki

# 2 eko pietruszki

# 1 eko seler

# 1 eko cebula biała

# eko natka pietruszki

# eko natka selera

# sól himalajska

# 1/3 szklanki sosu sojowego bio (my używamy bezglutenowego sosu Tamari)

# 50 g ekologicznych suszonych grzybów shitake (przed gotowaniem moczymy je min. 30 min. i gotujemy max. 5 min., w przeciwnym razie twardnieją)

# 4 łyżki ekologicznej pasty miso (my używamy tej wykonanej na bazie ryżu, bez jęczmienia, produkowanej przez firmę Lima)

Warzywa obieramy, myjemy i gotujemy razem z sosem sojowym przez około 45 min. Do smaku doprawiamy solą himalajską. Na ostatnie 5 min. gotowania dorzucamy namoczone grzyby shitake. Wywar zdejmujemy z ognia i odcedzamy warzywa oraz grzyby. Bulion pozostawiamy na 10-15 min., aby jego temperatura nieco spadła. Po tym czasie dodajemy pastę miso i mieszamy.

Dodatki:

# 25 g ekologicznych wodorostów wakame (nie gotujemy, namaczamy w wodzie przez 20 min., następnie zmieniamy wodę i moczymy przez kolejne 20 min.)

# pokrojone grzyby shitake odcedzone z bulionu

# 2 szt. ekologicznego pora starte na cienkie plasterki i sparzone wrzątkiem, aby zmiękły lub szczypior

# 300 g naturalnego serka tofu pokrojonego w kostkę

Wodorosty, grzyby, pora oraz tofu wkładamy do miseczki, zalewamy bulionem miso i gotowe! 🙂 Doskonale pasuje do niej także makaron ryżowy czy grzyby moon. Zupę można przyprawić sosem sojowym jeśli chcemy, aby miso shiru była bardziej słona.

 

 

Zespół Farmy Świętokrzyskiej

Mity na temat diety roślinnej cz. I

„Dieta roślinna”- czy to prawidłowe stwierdzenie? Słowo „dieta” kojarzy się nam z krótkotrwałym, restrykcyjnym sposobem odżywiania w celu osiągnięcia konkretnej poprawy naszego zdrowia, sylwetki czy samopoczucia. Nie zawsze kojarzy nam się dobrze, ze względu na mus podjęcia konkretnych wyrzeczeń/zmian w naszym życiu. Jak mawiał Paul Nison łatwiej przekonać drugiego człowieka do zmiany zdania, niż do zmiany jego nawyków żywieniowych!

Roślinożercy, osoby spożywające wyłącznie produkty pochodzenia roślinnego, odstawiają produkty zwierzęce z najróżniejszych powodów. Ideologia, panująca moda lub zwyczajnie chęć poprawy własnego zdrowia, to trzy najczęstsze impulsy. Dieta roślinna od lat, ze świetnym rezultatem, stosowana jest w lecznictwie niekonwencjonalnym, tam gdzie medycyna nie potrafi pomóc. Bardzo często są to przypadki tzw. „beznadziejne” lub „krytyczne”. W tym momencie pomocą, a często zbawieniem jest detoks tzw. post owocowo-warzywny. Ludzie potrafią uleczyć się z chorób uznawanych w środowisku medycznym za nieuleczalne. Świetnym tego przykładem jest ośrodek edukacyjno-zdrowotny stosujący terapię Gersona znajdujący się na Węgrzech. Wiele osób dzięki tej terapii wygrało z nowotworem. W metodzie tej chodzi głównie o wyeliminowanie produktów odzwierzęcych oraz duże spożycie organicznych warzyw i owoców w większości w postaci soków.

Dieta roślinna/weganizm jak kto woli nie jest żadną dietą, to styl życia, to wybory, które podejmuje się nie myśląc jednocześnie „O matko! – mam nie zjeść sera do końca swego życia?!” Małymi krokami, świadomie podejmujemy zmiany w celu poprawy naszego zdrowia. Pomijając sytuacje, gdy problemy zdrowotne zmuszają nas do nagłych zmian. Wraz z podejmowanymi małymi kroczkami odczuwamy poprawę/lepsze samopoczucie, co powoduje chęć posiadania większej wiedzy na temat tego, co się dzieje w naszym ciele, jak działają na nas pewne związki, substancje, a „apetyt rośnie w miarę jedzenia”! 🙂 Poprawa samopoczucia, świadomość dokonywania właściwych wyborów dla nas samych jest czymś wspaniałym. Wspaniałym impulsem/motywatorem do dalszego działania i dzielenia się tym z innymi! To jeden z podstawowych celów naszej działalności.
 
Zależy nam na ODŻYWIANIU naszego organizmu, a nie bezmyślnym jedzeniu, będącym impulsem psychicznym. Tu chodzi o odżywianie komórkowe, a nie bezmyślne zajadanie się, połykanie kęsów pokarmu, który nie ma dla nas żadnych dobroczynnych właściwości. Nasz organizm to nie „rurka” przez którą wszystko przeleci bez konsekwencji zdrowotnych. Musimy pamiętać, że prędzej czy później organizm się o swoje upomni. Organizm ludzki jest piękny i niesamowity, tajemniczy i zdumiewający. Składa się z 100 trylionów komórek! To maszyna, której elementy ściśle ze sobą współpracują. Zakłócenie jednego z elementów zaburza pracę całego układu. Ważne, aby nie patrzeć na organizm ludzki na zasadzie poszczególnych narządów, ale jako na kompatybilną całość składającą się z poszczególnych narządów ściśle ze sobą powiązanych.

Tyle słowem wstępu- czas przejść do konkretów, czyli mitów na temat diety roślinnej:

 

MIT # 1 Dieta roślinna jest równoważna ze zdrową dietą!

Dokładnie tak! W naszym odczuciu jest to jeden z największych mitów. Oprócz wyeliminowania z diety produktów odzwierzęcych ogromne znaczenie ma też jakość i właściwości prozdrowotne produktów, którymi zastąpimy te dotychczasowe. Możemy odstawić produkty zwierzęce, które na siłę chcemy zastąpić odpowiednikami roślinnymi. Odżywiając się gotowymi, wysoce przetworzonymi produktami sojowymi: kotlety, parówki, wędliny sojowe, itd. możemy narobić sobie więcej szkód, niż korzyści. Tego typu pokarm jest ubogi w substancje odżywcze. Spora ilość syntetycznych dodatków w gotowych produktach jest szkodliwa.

Dokonujemy zatem tak naprawdę gorszego wyboru, niż kupując mięso od znajomego rzeźnika i przygotowując je w domu. Do tego niekiedy nie rezygnujemy z przetworzonej mąki pszennej. Objadamy się wszelkimi produktami mącznymi wraz z „seitanem” tzw. „chińskim mięsem”– czystym glutenem- silnie alergennym białkiem zbóż, otrzymanym z mąki pszennej po wypłukaniu skrobi. Białej mące towarzyszy niekiedy biały cukier i utwardzone tłuszcze roślinne. To wszystko powoduje problemy zdrowotne w dość szybkim tempie. Powrót do diety tradycyjnej chwilowo potrafi rozwiązać sprawę. Takie sytuacje budują opinie, że dieta roślinna jest uboga, niewystarczająca i niebezpieczna.

Zatem jak skomponować dietę roślinną, aby była jak najlepiej wykorzystana przez nasz organizm? Przede wszystkim w większości składamy się z wody.

 

W pierwszym rzędzie powinniśmy zadbać o prawidłowe nawodnienie naszego organizmu. Ten punkt jest numerem jeden w zachowaniu homeostazy. Następnym najistotniejszym elementem diety roślinnej jest ilość i jakość owoców i warzyw. Dbamy o to, aby największy ich udział miały warzywa i owoce pochodzące z upraw organicznych. Warzywa powinny przodować ze szczególnym naciskiem na warzywa zielone liściaste i warzywa kapustne. Im większy udział w naszej diecie mają surowe warzywa i owoce tym lepiej! Ważnym elementem dostarczającym białka jest spożywanie kasz, roślin strączkowych, ziaren, nasion, orzechów w jak najprostszej postaci. Gotujmy/duśmy zamiast smażyć lub piec.

 

Mit # 2 Na diecie roślinnej jesteśmy skazani na niedobór białka 

Od najmłodszych lat, jeszcze gdy jesteśmy małymi szkrabami, wbija się nam do głów informację, że podstawowym źródłem białka u ludzi jest mięso (chyba każdy z nas pamięta słowa „możesz zostawić ziemniaki i surówkę, ale zjedz mięso”). Patrząc na budowę naszego układu pokarmowego zdecydowanie bliżej nam do zwierząt roślinożernych.
 
Kryterium wartościowości białka jest zawartość aminokwasów egzogennych czyli takich, których organizm sam nie zsyntetyzuje, te aminokwasy musimy dostarczyć wraz z pożywieniem. Z kompletnością aminokwasów skoncentrowanych w jednym produkcie roślinnym jest dużo gorzej niż w produkcie zwierzęcym. Nie oznacza to, że nie dostarczymy wszystkich aminokwasów niezbędnych spożywając tylko białko roślinne. Produkt zawierający białko wzorcowe(zawierający wszystkie aminokwasy egzogenne) nie musi być spożyty w jednym posiłku, a jest to główny argument stosowany w celu negatywnego przedstawienia białka roślinnego. Natomiast nie brane są po uwagę inne aspekty. Rodzaj aminokwasów w białku to jedno, a możliwość wykorzystania ich przez organizm to drugie. Doskonale wiemy, że nasz organizm trawi za pomocą poszczególnych enzymów. Proces trawienia białka polega na „rozbiciu” protein na krótsze łańcuchy aminokwasów, co raz krótsze, aż do uzyskania poszczególnych „cegiełek” zwanych aminokwasami, które wykorzysta do syntezy własnych białek. Na ten proces potrzebuje masę cennej energii. Białko zwierzęce jest najtrudniejsze ze wszystkich składników pokarmowych w procesie asymilacji i wchłaniania. Roślinne jest bardziej labilne i łatwiej ulega procesowi trawienia.

Swoją drogą oba białka są „ciężkim chlebem do zgryzienia” dla naszego układu pokarmowego. Skoro organizm rozbija białko na aminokwasy bo potrzebuje właśnie ich, dlaczego nie możemy ich spożywać w czystej postaci? I właśnie odpowiedzią na to w naturze są zielone warzywa liściaste i surowe nasiona! To właśnie one surowe, organiczne posiadają cegiełki czystych aminokwasów. Cennym źródłem są również wodorosty, amarantus, komosa ryżowa i rośliny strączkowe, w których dominuje soczewica oraz wszelkie kiełki nasion. Ciekawostką jest, iż białko migdałów jest najbardziej zbliżone składem do białka mleka kobiecego. Organiczny jarmuż nie bez powodu nazywany jest najzdrowszym warzywem na świecie. Jill Ettinger zestawiła organiczny jarmuż z wołowiną. Właściwości przeciwzapalne, zawartość błonnika, wapnia i żelaza i jego banalna uprawa spowodowały zwycięstwo jarmużu.

 

 

 
Warto wspomnieć, że nadmiar białka jest o wiele bardziej szkodliwy i występuje znacznie częściej, niż jego niedobór. W diecie tradycyjnej, zachodniej spożycie białka jest zdecydowanie zbyt wysokie, niż jego zapotrzebowanie. Taka duża ilość białka w diecie, nie występowała do tej pory. Wiele przeprowadzonych badań wykazuje silny związek między spożyciem białka zwierzęcego, a zwiększonym ryzykiem zachorowalności na nowotwory (The Chine Study, T.Colin Campbell). Mówi się wręcz, że jest przyczyną większości dolegliwości zdrowotnych doświadczanych przez ludzi. Wykazuje silnie właściwości prozapalne, zaburza równowagę kwasowo-zasadową organizmu, przyczynia się do rozwoju patogennej mikroflory jelitowej z powodu obecności bakterii gnilnych w jelitach. Wraz z dużym spożyciem białka zwierzęcego wzrasta również spożycie tłuszczy nasyconych tzw. „ukrytych”. Zatem jakakolwiek zmiana w ilości spożywanego białka zwierzęcego wyjdzie nam na zdrowie!
 
Jeśli będziemy spożywać odpowiednią ilość warzyw i nasion nie ma możliwości wpędzenia się w niedobory aminokwasów!

 

Mit # 3 Powoduje niedobór żelaza

Wraz z białkiem to jeden z najstarszych mitów diety roślinnej. Faktem jest, że żelazo hemowe znajdujące się w produktach zwierzęcych jest lepiej przyswajalne, niż białko niehemowe z produktów roślinnych. Tylko 40% żelaza w produktach zwierzęcych jest związane z hemem, pozostałe to również niehemowe żelazo. Istotnym czynnikiem są substancje, które zwiększają lub hamują wchłanianie żelaza z pożywienia. Kilkakrotnie zwiększa wchłanianie obecność witaminy C w posiłku. Jej podaż we właściwej diecie roślinnej nie jest problemem. W przypadku niedoboru warto zadbać właśnie o większą podaż witaminy C z diety, niż o samo żelazo. Do tego żelazo niehemowe posiada niesamowitą właściwość, jest świetnie przyswajane w przypadku, gdy nam go brakuje natomiast słabo, gdy mamy go pod dostatkiem. Natomiast żelazo hemowe niezależnie od naszego zapotrzebowania przechodzi do krwiobiegu.

Z tego co udało mi się zaobserwować, osoby na diecie tradycyjnej, borykające się z anemią z powodu niedoboru żelaza, zalecane mają preparaty z żelazem w celu uzupełnienia. Często nie daje to żadnych rezultatów, gdyż problem tkwi we wchłanialności. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że żelazo na diecie roślinnej po prostu unormowało się samo. Za każdym razem, gdy robiłam badania posiadałam jego lekki niedobór, co wpływało niekorzystnie na inne parametry krwi. Pomocna w unormowaniu żelaza jest melasa z karobu, sok z ekologicznego buraka z dodatkiem witaminy C, napar z pokrzywy i regularne spożywanie kasz, nasion i orzechów.

 

Mit # 4 Wege = niedobór witaminy B12 

Sprawa tej witaminy nie należy do prostych. Temat jest dość mocno kontrowersyjny.

Jest absolutnie niezbędna! Jej duże niedobory powodują nieodwracalne uszkodzenia układu nerwowego. Łagodny niedobór objawia się zmęczeniem i osłabieniem. Na niedobory są narażone osoby stosujące dietę roślinną. Nie wyklucza to, że dieta tradycyjna zabezpieczy nas przed nimi. Znam szereg osób na diecie tradycyjnej cierpiących na patalogiczny niedobór tej witaminy. Jak to możliwe?

Otóż źródła tej witaminy to głównie produkty pochodzenia zwierzęcego, głównie ryby i podroby. Tylko tutaj jest małe „ale”, aby dostarczyć witaminę B12 z produktów zwierzęcych należałoby mieć pewne źródło ich pochodzenia. Otóż zwierzęta aby zsyntetyzować B12, która następnie odkładana jest w tkankach, muszą JEŚĆ TRAWĘ. Doskonale wiemy, że nasza dzisiejsza żywność pochodzi ze zwierząt hodowlanych masowo, chowu klatkowego, gdzie kurczaki przez całe swoje życie nie zaznały kawałka pola z trawką, ani nie złapały jednego promyka słońca. Bydło hodowlane na szeroką skalę nie potrafi żuć trawy. Od pierwszych dni swojego życia karmione jest gotową paszą, która ma na celu szybki wzrost i intensywną produkcję mleka, niekiedy przewyższającą 10-krotnie swoje naturalne możliwości. W tym celu do gotowej paszy z genetycznie modyfikowanych składników dodawane są hormony i antybiotyki. Antybiotyki chronią zwierzęta przed zakażeniami, które naturalnie występują w tak dużych skupiskach osobników w danym terenie.
 
Wykorzystanie B12 przez nasz organizm zależy od sprawności czynnika wchłaniania Castle’a w żołądku, od pH treści żołądkowej oraz od aktywności enzymów. Co natomiast z B12 produkowaną przez naszą florę jelitową? Otóż B12 produkowana jest zarówno w jelicie cienkim jak i grubym. „Dr M.J. Albert,wykazała, że bakterie z gatunku Pseudomonas i Klebsiella produkują witaminę B12 w jelicie cienkim”. Należy przy tym pamiętać, że jej ilość jest bardzo mała. Produkowana witamina w jelicie grubym w większej ilości niestety nie jest wykorzystywana przez nasz organizm, gdyż jej wchłanianie odbywa się w jelicie cienkim. Natura idealnie sobie z tym poradziła i wiele gatunków zwierząt zjada własne odchody i warzywa korzeniowe z brudem w celu jej uzupełnienia 🙂 Badano fermentowane produkty roślinne np.: tempeh pod względem zawartości tej witaminy, jednak zawierał nieaktywne jej formy. Alternatywą są wodorosty (glony) bądź produkty fortyfikowane.

Jednogłośnie możemy stwierdzić, że należy zbadać jej poziom we krwi niezależnie od stosowanej diety. Osoby na diecie roślinnej koniecznie powinny ją suplementować. Ważne, aby stosowana witamina B12 przyjmowana była w obecności innych witamin z grupy B. Pozwoli to na uniknięcie ryzyka niedoborów innych witamin z tej grupy. Zdecydowanie łatwiej jest odżywiać się zdrowo i suplementować witaminę B12, niż spożywać wysoce przetworzoną żywność z nadzieją, że może niewielką ilość tej witaminy z nią dostarczymy.

Warto zadbać w naszej diecie o duże spożycie fermentowanych niepasteryzowanych warzyw jak kapusta, ogórki, buraczki.

 
Mit # 5 Niedobór wapnia, witaminy D i K2
 

 
Temat wapnia poruszany był we wpisie o mitach na temat zdrowej diety (mit nr 5).
Produkty roślinne będące dobrym źródłem wapnia to figi, sezam, mak, migdały, jarmuż, surowe liście rzepy lub mniszka lekarskiego.
 
Jednak w tej układance ważniejsze są witamina D i K2. Im należy poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Bez nich wapń nie zostanie prawidłowo wykorzystany. Witamina D właściwie jest hormonem, a każda komórka naszego ciała posiada receptory witaminy D. W diecie niestety o nią ciężko. Znana jest głównie z roli w prawidłowym rozwoju układu kostnego u dzieci, a tak naprawdę ma wpływ dosłownie na wszystko i jest jedną z najważniejszych witamin (hormonów)!
 
Wciąż tak mało o niej się mówi, nadal nie wiąże się wielu dzisiejszych schorzeń z jej niedoborem. Środowisko medyczne nie przykłada do niej dużej uwagi. Ok. 90% Polaków cierpi na jej niedobór. O jej prawidłowy poziom powinien zadbać każdy, nie tylko dzieci w okresie rozwoju czy osoby starsze borykające się z osteoporozą lub problemami układu kostnego. Suplementować powinniśmy ją praktycznie przez większość roku. Wynika to z naszej strefy klimatycznej. Promienie słoneczne, które odpowiadają za syntezę witaminy D na naszej skórze to promienie UVB, a one docierają do nas tylko w okresie 3 najcieplejszych miesięcy w roku. Kolejnym paradoksem jest to, że należy w tym okresie przebywać na słońcu w godzinach południowych, czyli w tym czasie kiedy alarmuje się, aby unikać słońca. Następnie, aby promienie UVB dotarły do naszej skóry powinniśmy nie używać żadnych środków z filtrami. Ostatnie informacje donoszą, że tego typu kosmetyki przyczyniają się do rozwoju nowotworów. Wychodźmy na słońce, korzystajmy z tej energii, to lekarstwo na wiele chorób. Oczywiście pamiętajmy, aby się naświetlać parędziesiąt minut a nie opalać godzinami.
 
Niedobór witaminy D przyczynia się do: alergii, ADHD, astmy, cukrzycy, depresji i zaburzeń psychicznych, infekcji (tzw. sezonowe grypy i przeziębienia), nadwagi i otyłości, nowotworów, chorób związanych praktycznie z każdym układem w naszym organizmie, po syndrom chronicznego zmęczenia i problemy hormonalne. Aby w bardzo prosty sposób przekonać się o potędze jej działania, wystarczy zażyć sporą jej dawkę rzędu kilkudziesięciu tysięcy jednostek, gdy dopada nas infekcja/przeziębienie. W połączeniu z dużą dawką lewoskrętnej witaminy C stawia nas następnego dnia na nogi 🙂
 
Jeśli chodzi o witaminę K2. Od dawien dawna znamy witaminę K, która odpowiada głównie za proces krzepnięcia krwi. Ale K2? O tym nie wykłada się na uczelniach medycznych. A szkoda, gdyż okazuje się kluczową substancją sterującą gospodarką wapniowo-fosforanową. Bardzo istotna w leczeniu osteoporozy, schorzeń układu kostnego jak również w miażdżycy. Ma kluczowe znaczenie w zapobieganiu odkładania się wapnia w tętnicach. Oczywiście mówimy o formie K2-MK7. Choroby układu krążenia są pierwszą przyczyną zgonów na świecie. Zapobiegając odkładaniu się wapnia w naczyniach krwionośnych odgrywa bardzo ważną rolę w zapobieganiu chorobom układu krążenia, które należą do pierwszej przyczyny zgonów na świecie. Suplementując witaminę D zawsze należy pamiętać o uzupełnianiu również witaminy K2-MK7!

 
Zespół Farmy Świętokrzyskiej
 

Ekologiczny olej kokosowy nierafinowany

To cudo natury, które powinno być w każdym domu! Ze względu na bogaty wachlarz walorów zdrowotnych śmiało można zaliczyć go do „superfoods”!

Palma kokosowa zwana jest „drzewem życia”, a jej owoc „lekarstwem na wszelkie choroby”. Z orzechów palmy kokosowej pozyskuje się bielmo – tak zwane mleko kokosowe oraz miąższ, który po wysuszeniu zwany jest „koprą”. Wnętrze młodego kokosa stanowi woda kokosowa dobrze znana jako świetny napój izotoniczny i chłodzący. Składem zbliżona do osocza krwi, niegdyś stosowana w dożylnym nawadnianiu organizmu.

Olej kokosowy uzyskuje się z kopry. W zależności od sposobu pozyskania wyróżniamy olej rafinowany, bielony oraz nierafinowany o delikatnym smaku i intensywnym zapachu. Do produkcji oleju kokosowego rafinowanego używane są wysokie temperatury i chemiczne rozpuszczalniki. W wyniku tego procesu olej traci swój naturalny smak i zapach.

Pod względem chemicznym olej kokosowy jest wyjątkiem, należy do olejów roślinnych (ciekłych), ale wykazuje konsystencję stałą w temperaturze pokojowej do ok. 25 °C. Wynika to z 93% zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych. Prawie aż 50% tłuszczy nasyconych stanowi kwas laurynowy, które występuje naturalnie tylko w orzechu kokosa i mleku matki. Wykazuje właściwości p/bakteryjne, p/wirusowe i p/ grzybicze. Olej kokosowy nierafinowany jest zatem naturalnym antybiotykiem, który nie narusza naturalnej mikroflory jelitowej. Zarówno kwas laurynowy jak i jego metabolity są zabójcze dla bakterii Staphylococcus aureus-gronkowca złocistego i drożdży Candida albicans, które są odpowiedzialne za powszechną kandydozę. Z powodu jego właściwości przeciwbakteryjnych nie musimy przechowywać go w lodówce.

Nienasycone kwasy tłuszczowe:

• jednonienasycone – kwas oleinowy (Omega-9) – około 6,5%,
• wielonienasycone – kwas linolowy (Omega-6) – około 1,5%,
Nie jest podatny na utlenianie ze względu na niską zawartość kwasów nienasyconych.

Od kilku lat panuje moda na zdrowe odżywianie. Między innymi słyszymy, że powinniśmy ograniczyć spożycie tłuszczy nasyconych kosztem tłuszczy roślinnych, że najlepszym olejem do smażenia jest olej rzepakowy czy oliwa z oliwek. Nic bardziej mylnego! Nie powinniśmy tłuszczy roślinnych (nienasyconych) poddawać działaniu wysokiej temperatury. Nie dość, że tego typu oleje kompletnie tracą swoje zdrowotne właściwości to dodatkowo w tym procesie produkowane są szkodliwe substancje, które spożywamy. Głównie są to substancje rakotwórcze. Przetworzony olej, którego struktura została zmieniona jest niemożliwy do wykorzystania przez nasz organizm. Tłuszcze nasycone są odporniejsze na działania wysokiej temperatury i posiadają wyższą temperaturę dymienia.

Natomiast tłuszcze roślinne zawierające głównie kwasy tłuszczowe nienasycone powinniśmy spożywać na surowo, jako dodatek do sosów, sałatek, dodane do dań bezpośrednio przed spożyciem. Oczywiście mowa o olejach zimnotłoczonych, nierafinowanych, otrzymywanych najlepiej z ziaren/nasion z upraw ekologicznych. Tylko tego typu oleje są w stanie dostarczyć kompleks witamin i składników mineralnych korzystnych dla naszego zdrowia. Warto wspomnieć, że najlepiej spożywać surowe nasiona, nie poddane żadnej obróbce termicznej/chemicznej. Dlaczego? W nasionach występują kwasy tłuszczowe w formie naturalnej czyli formie „cis”. Jest to forma, którą nasz organizm jest w stanie rozpoznać i w pełni wykorzystać. W wyniku obróbki, np. prażenia, cukry ulegają karmelizacji, a kwasy tłuszczowe przechodzą w formę „trans”, która jest obca dla naszego organizmu i bezużyteczna. Karmelizacja cukrów odpowiada za brązowy kolor jak i wyjątkowy smak, który tak kochamy 🙂

Olej kokosowy idealnie zastąpi tłuszcz w ciastach, ciasteczkach, tortach, deserach jak i potrawach na ciepło i na zimno. Idealnie sprawdza się do smażenia/pieczenia/duszenia/gotowania/grillowania nadając potrawie wyjątkowy smak i aromat, którego nie zapewni nam olej roślinny czy oliwa.
Jego zdrowotne działanie na organizm jest nieocenione. Zawiera średniołańcuchowe triglicerydy (MCT), które bezpośrednio trafiają do wątroby i są szybkim źródłem energii. Idealne dla osób aktywnych fizycznie. Nie odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej. Pomaga w likwidowaniu najniebezpieczniejszego typu otyłości – brzusznej. Poprawia wchłanianie wapnia, magnezu i innych składników mineralnych. MCT zwiększają wydatek energetyczny organizmu co może pomóc w walce z nadmierną ilością kilogramów. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż ludzie spożywający jego duże ilości, aż 60% kalorii pochodzi z kokosa, cieszą się pełnym zdrowiem i brakiem chorób układu krążenia. Wbrew istniejącemu przekonaniu, że tłuszcz nasycony jest przyczyną wysokiego poziomu cholesterolu i trójglicerydów, kwasy tłuszczowe z kokosa obniżają poziom cholesterolu co zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.
Ciekawym zjawiskiem jest fakt, iż kwasy tłuszczowe z kokosa są włączane w organizmie do ketonów, które mogą łagodzić napady padaczkowe i epilepsję, szczególnie u dzieci z lekooporną padaczką.
Zastosowanie oleju kokosowego nie ogranicza się do bezpośredniego spożycia i zastosowania w kuchni ale również wykazuje szerokie zastosowanie w kosmetyce i pielęgnacji naszego ciała!

 

 

*balsam do ciała – silnie nawilża i odżywia, pomaga w walce z rozstępami i cellulitem

*krem p/zmarszczkowy – bogactwo antyoksydantów

*łagodzi oparzenia, ukąszenia owadów, przyśpiesza gojenie się ran

*hipoalergiczny, p/trądzikowy

*maseczka do włosów – nawilżająco-odżywcza, przeciwdziała wypadaniu włosów i łupieżowi

*główny składnik naturalnej pasty do zębów bez fluoru, płukanki do jamy ustnej i naturalnego dezodorantu

*do demakijażu oczu i twarzy-dobrze radzi sobie z makijażem, nie podrażnia oczy i skóry twarzy, poprawia również kondycję rzęs

*żel intymny, olejek do opalania, masażu i kąpieli 

 

Świetnie chroni skórę przed poparzeniem słonecznym, jednocześnie nie blokując syntezy witaminy D, która jest niezbędna i bardzo ważna w prawidłowym funkcjonowaniu naszego organizmu. 

To istny skarb naszej ziemi 🙂

 

Zespół Farmy Świętokrzyskiej 

5 mitów na temat zdrowego żywienia

    

 

Każdego dnia jesteśmy atakowani nowościami dietetycznymi. Piramida żywienia jest non stop zmieniana i modyfikowana. To co było uważane za słuszne okazuje się absurdem i na odwrót.

Korzystając z porad dietetyka lub lekarza rodzinnego w większości przypadków wychodzimy z gabinetu z konkretnymi wytycznymi, które zmuszają nas do chwilowych, restrykcyjnych diet. Natomiast nie informuje się nas o konieczności zmiany nawyków żywieniowych na całe życie oraz o tym, że tylko zmiana trybu życia jest w stanie zachować nas w zdrowiu.

Dziś z uśmiechem i niedowierzaniem patrzymy na tego typu obrazki jak ten powyżej 🙂

 

Przed Tobą Drogi Czytelniku 5 głównych mitów na temat „zdrowej żywności”:

 

Mit # 1 Cukier brązowy jest zdrowszy, niż biały

Dowiedziono, że biały cukier (sacharoza) ma toksyczny wpływ na nasz organizm,ponieważ jest świetnym pokarmem dla komórek nowotworowych. Biochemik, laureat Nagrody Nobla, profesor Otto Warburg „już na początku XX. wieku twierdził, że osłabiony układ immunologiczny i zaburzona przemiana materii prowadzą do powstawania komórek nowotworowych w organizmie człowieka. Udowodnił, że rozwój raka jest procesem anaerobowym. Twierdził, że komórki nowotworowe odżywiają się glukozą, a nie tlenem, jak komórki zdrowe. Spożycie cukru przeto podnosi poziom glukozy i dostarcza paliwa selektywnie zużywanego przez komórki nowotworowe”.

Oprócz toksycznego działania na nasz organizm dowiedziono również w badaniu na szczurach (doświadczenie Bart’a Hoebel’a), że uzależnia silniej niż kokaina. Do tego białe kostki drastycznie obniżają sprawność komórek obronnych naszego organizmu czyli białych krwinek.

Brązowy cukier otrzymywany jest poprzez zahamowanie dalszego procesu oczyszczania. Brązową barwę nadaje melasa, która nie zostaje oddzielana jak w przypadku cukru białego. Stąd brązowy cukier zawiera nieco mniej sacharozy, a więcej składników mineralnych jak np. żelazo. Niestety im większa nasza świadomość tym większy popyt na dany produkt. Jednocześnie powoduje to większą chęć zysku i fałszerstwo. Niestety coraz częściej spotykamy biały cukier barwiony karmelem sprzedawany jako brązowy. Zatem możemy przepłacić myśląc „wybieram zdrowszy produkt”, a w rzeczywistości to zwykły biały cukier. Nie ma to znaczenia czy cukier pochodzi z trzciny cukrowej czy z buraka. Każda rafinowana sacharoza jest szkodliwa dla naszego organizmu. Nie istnieje “zdrowy sacharoza”.

 

Mit # 2 Chleb pełnoziarnisty jest dużo zdrowszy, niż biały

 

   

 

Zboża są podstawą naszej diety. Większość nie wyobraża sobie życia bez pieczywa. Niestety dzisiejsze pieczywo jest coraz gorszej jakości.

Od kilku lat dociera do nas informacja, że błonnik jest niezbędny, konieczny i jego brak w diecie jest przyczyną licznych chorób. Norma, którą powinniśmy spożywać wzrasta. Jego zwiększone zapotrzebowanie wynika z coraz większej ilości spożywanej żywności, która odbiega od naturalnego pokarmu. Błonnik jak najbardziej jest w porządku, mamy dwa rodzaje błonnika: rozpuszczalny i nierozpuszczalny. Rozpuszczalny dostarczamy spożywając surowe warzywa i owoce natomiast nierozpuszczalny znajduje się w zbożach z grubego przemiału. W zależności od naszej codziennej diety zmienia się zapotrzebowanie błonnika nierozpuszczalnego.

 „Dobry chleb”- co oznacza dobry?

Niestety nawet w najlepszej piekarni nie dostaniemy dobrej jakości pieczywa. W dzisiejszych czasach przoduje ilość i szybkość produkcji. Stąd producenci używają zazwyczaj zakwasu w proszku lub drożdży. Napis na etykiecie „chleb na zakwasie” w większości przypadków nie oznacza użytego naturalnego zakwasu tylko dodatek sproszkowanego zakwasu przemysłowego. Tylko naturalny zakwas chlebowy jest w stanie podczas fermentacji zdezaktywować substancje anty-odżywcze zawarte w pełnoziarnistych nasionach. Chodzi tutaj o fityny, zawarte w osłonie ziarna, blokujące przyswajanie korzystnych składników zawartych w zbożach, jak również składników innych pokarmów spożywanych wraz z nimi.

Niestety jeszcze gorszym kłamstwem jest pieczywo „ciemne”. Odkąd pojawił się trend, że pieczywo razowe jest lepsze, producenci znaleźli tani sposób polegający na barwieniu karmelem pieczywa białego i sprzedaży takowego jako razowe. Pamiętajmy, że pieczywo razowe, z mąki z pełnego przemiału jest znacznie cięższe i zdecydowanie intensywniejsze w smaku. Zatem zadbajmy o dobrej jakości pieczywo wyłącznie na naturalnym zakwasie i najlepiej nie z pszenicy.

 

Mit # 3 Soki i nektary owocowe to samo zdrowie

Z pewnością to prawda. Sok z organicznych warzyw i owoców, nie poddany procesowi pasteryzacji, otrzymany za pomocą wyciskarki do soków, najlepiej wolnoobrotowej, spożyty w odpowiednim czasie, zachowujący odpowiednie enzymy jest lekarstwem, jednym z elementów terapii leczniczej- Terapii Gersona.

 

 

Jakość soku zależy od surowca, procesu otrzymania jak i obróbki. Nie wspominając o nektarach i napojach owocowych, które wykazują jeszcze gorszą jakość, niż soki. Otrzymywane przez wielokrotnie rozcieńczanie, dodawanie cukru bądź syropu glukozowego, dodawanie substancji poprawiających barwę i kwasowość, a finalnie poddane procesowi pasteryzacji. Sklepowe półki pełne są produktów, które mają niewielką zawartość substancji odżywczych. Spożywając duże ilości tego typu soków, doprowadzamy do spożycia dużej ilości białego cukru i chemicznych dodatków, co oczywiste powoduje więcej szkód, niż korzyści.

Jeśli zdecydujemy się na terapię oczyszczającą pamiętajmy, aby przygotowywać soki w domu z organicznych składników. Jeśli natomiast mamy ochotę na coś słodkiego zdecydowanie lepiej wybrać cały owoc, niż sok. Poczujemy się bardziej i na dłużej nasyceni, nie odczujemy negatywnych skutków gwałtownego skoku glukozy we krwi, a jednocześnie spożyjemy substancje korzystnie wpływające na mikroflorę naszych jelit.

 

Mit # 4 Margaryna lepsza od masła

 

W Polsce wciąż lekarze zalecają margaryny jako świetny zamiennik masła, smarowidło do pieczywa, składnik wypieków oraz środek dbający o nasze serce. Skłaniają nas do wyeliminowania masła na korzyść margaryn, ze względu na cholesterol, który uważany jest za zabójcę, ale to kontrowersyjny i szeroki temat na oddzielny wpis.
Przyjrzyjmy się margarynom. Jest to mieszanka olejów roślinnych poddanych procesowi utwardzania (uwodornienia). Oleje roślinne, z wyjątkiem tłuszczu kokosowego, w temperaturze pokojowej występują w stanie ciekłym. Spowodowane jest to ich budową chemiczną- posiadanie wiązań nienasyconych. Aby przeprowadzić tłuszcz roślinny w postać stałą należy uwodornić, inaczej rozerwać wiązania nienasycone, przyłączyć wodór i otrzymamy wiązania nasycone (postać stałą). W ten właśnie sposób otrzymujemy tłuszcze trans, rodzaj tłuszczy niewystępujących naturalnie w przyrodzie. Procesowi temu muszą towarzyszyć pierwiastki spełniające rolę katalizatorów, substancji bez których powyższa reakcje chemiczna nie ma prawa zajść. Stosowane w przemyśle metale to głównie nikiel. Katalizatorem może być również platyna, ale wtedy cena margaryna byłaby przerażająca 🙂 Nikiel powoduje wystąpienie zaburzeń rozwojowych, jak również może kumulować się w nerkach, powodując ich uszkodzenie.

W ostatnich latach podjęto walkę z tłuszczami trans. W Norwegii i w USA podjęto kroki, które mają na celu wyeliminować z żywności produkty bogate w utwardzone tłuszcze roślinne. Miejmy nadzieję, że ta informacja szybko dotrze do naszego kraju. Na tę chwilę, zrezygnujmy z margaryn i wszelkiego rodzaju olejów roślinnych rafinowanych, poddanych obróbce przy wysokiej temperaturze. Pamiętajmy, aby nie używać do smażenia olejów roślinnych (wyjątek olej kokosowy), gdyż w wyniku oksydacji dochodzi do powstania szkodliwych, rakotwórczych substancji, które bezpośrednio trafiają do naszego organizmu. Oleje roślinne otrzymywane z organicznych nasion w wyniku tłoczenia w niskich temperaturach powinniśmy spożywać wyłącznie na surowo. W kwestii masła nie próbujmy na siłę zmieniać natury. Masło jest produktem naturalnym pod warunkiem, że pochodzi od krów pasących się na łące, przeżuwających trawę. Wtedy naturalnie zawiera ono witaminy rozpuszczalne w tłuszczach tj. A, D, E, K jak i składniki mineralne tj. jod, selen, miedź, cynk, chrom. Niestety o takie prawdziwe masło coraz trudniej, sklepowe produkty nazywane „masło ekstra” są z dodatkiem oleju rzepakowego. Właśnie tłuszcze trans w dużym stopniu odpowiadają za „plagę” chorób cywilizacyjnych XXI wieku.

Słowo “margaryna” nie kojarzy nam się dobrze, natomiast istnieje margaryna z oleju kokosowego, która jak najbardziej jest zalecana.

 

Mit # 5 „Pij mleko będziesz wielki”, „Mleko wzmacnia kości”

 

 

Z pokolenia na pokolenie, od najmłodszych lat jesteśmy przyzwyczajani do picia krowiego mleka. Rzadziej sięgamy po roślinne odpowiedniki. Dopiero osoby ze stwierdzoną/wyraźną nietolerancją cukru mlecznego tj. laktozy przykładają wagę do ograniczenia lub całkowitego wyeliminowania mleka krowiego ze swojej diety. Niestety podaje się, że 2/3 populacji go nie toleruje, objawy nietolerancji nie zawsze są jednoznaczne i tak silne, aby zmotywowały nas do zmiany.

Mleka roślinne można pozyskać samemu w domu, praktycznie z każdego typu nasion/orzechów. Ze względu na dominującą na świecie uprawę soi, jej dużą dostępność, najbardziej popularnym mlekiem roślinnym jest „mleko”/napój sojowy. Pomalutku w naszych sklepach pojawiają się „mleka”: ryżowe, migdałowe, owsiane, kokosowe.

Zatrzymajmy się na chwilkę i zastanówmy: jaki dorosły ssak w przyrodzie pije mleko?

Odpowiedź brzmi: żaden.
Mleko jest wydzieliną przeznaczoną dla młodych ssaków, posiadającą komplet składników, niezbędnych do rozwoju. Mleko każdego ze ssaków ma unikalny skład, co oznacza, że mleko każdej matki ma nieco inną zawartość substancji odżywczych.

 

              /Porównanie mleka krowiego i mleka kobiecego/

                             Białko    Tłuszcze  Węglowodany Wapń  Fosfor  Sód
mleko krowie         4,0g           3,5g           4,9g             118mg   97mg    50mg
mleko kobiece        1,2g           4,0g           9,0g              33mg    18mg    16mg 

 

Już na pierwszy rzut oka widać różnice, szczególnie w zawartości białka i składników mineralnych. W dodatku mleko matki jest jałowe, natomiast mleko krowie przed podaniem niemowlakowi należy poddać obróbce termicznej, która niszczy strukturę białek i unieczynnia enzymy. Tego typu pokarm wykazuje działania szkodliwe oraz uniemożliwia prawidłowe wykorzystanie składników przez niemowlęcy organizm.

1. Białko mleka

`Duża ilość białka pozwala na szybki rozwój cielęcia. Znacznie szybszy niż niemowlaka, który potrzebuje znacznie więcej czasu, aby stanąć na własnych nogach. Enzym rozkładający kazeinę (główne białko mleka), tj. reninę, posiadamy   tylko w okresie płodowym. Jako dorosłe ssaki, nie trawimy białka mleka co powoduje schorzenia nie tylko przewodu pokarmowego. Nie wiążemy ciągłego stanu zapalnego zatok, kamieni jelitowych, stanów astmatycznych,           idiopatycznego przewlekłego kaszlu, wszelkiego rodzaju alergii, stanów zapalnych stawów i wiele innych ze spożywanym mlekiem. Mleko krowie bez dwóch zdań zaliczane jest do silnych alergenów. Autor książki pt. Mleko cichy morderca mocno zaznacza, że kazeina produkuje w organizmie szkodliwą molekułę – homocysteinę, która odpowiada za zatykanie naczyń krwionośnych i osłabianie tkanki łącznej. Przyśpiesza to powstawanie chorób układu krążenia.

`Laktoferryna zawarta w mleku matki zwiększa wchłanianie żelaza poprzez zabieranie wolnego żelaza niezbędnego do rozwoju patogennej bakterii E.coli. Jednocześnie korzystnie wpływa na florę jelitową.

`Glikoproteiny natomiast wiążą witaminę B12 i kwas foliowy zwiększając ich wchłanianie.

`Mleko kobiece zawiera również znacznie więcej wolnych aminokwasów, niezbędnych enzymów, immunoglobulin i hormonów. Wolne aminokwasy są bezpośrednio wykorzystywane przez organizm niemowlaka bez wstępnej obróbki.

`Dodatkowo lizozym działa p/bakteryjnie w przewodzie pokarmowym.

 

2. Węglowodany

Potrzebujemy znacznie więcej węglowodanów, które są głównym paliwem dla rozwijających się komórek, głównie komórek mózgowych. Laktaza-enzym rozkładający laktozę zanika wraz z odstawieniem dziecka od piersi matki. Oligosacharydy i laktoza pobudzają rozwój Lactobacillus bifidus w jelicie oraz ułatwiają wchłanianie wapnia.

 

3. Wapń

Jest głównym składnikiem mleka, który powoduje jego rekomendację. Czy rzeczywiście potrzebujemy tak dużo wapnia? Czy proporcja wapń/fosfor w mleku krowim jest odpowiednia?
Nie potrzebujemy aż tak dużych ilości wapnia. Jednocześnie z wapniem, spożywamy dużą ilość fosforu. Stosunek wapnia do fosforu w mleku krowim jest niekorzystny dla naszych kości i zębów. Przetworzone mleko, które dostarczamy naszemu organizmowi jest kwasotwórcze. Wysokobiałkowa dieta, wysoce przetworzona, uboga w zasadotwórcze, surowe, organiczne warzywa i owoce powoduje zachwianie gospodarki kwasowo-zasadowej. Organizm używa wapnia w celu powrotu do stanu równowagi we krwi. Powoduje to resorpcję wapnia z kości. Proces ten sprzyja osteoporozie. Śmiało można powiedzieć, że mleko powoduje osteoporozę. Szokujące? W świetle dzisiejszych informacji, wszelkich akcji jak rozdawanie w szkołach mleka dzieciom jako napój wzmacniający kości, na pewno szokuje.
Według US Dept. of Agriculture mieszkańcy krajów wysokouprzemysłowionych konsumują 200 litrów wyrobów mlecznych rocznie na osobę, co stanowi 40% ich pożywienia.
Jednocześnie obserwujemy wysoki wzrost zapadalności na osteoporozę a pierwszą przyczyną śmierci są właśnie choroby układy krążenia. Wapń jest niezbędny! Natomiast, aby odpowiednio został wykorzystany potrzebujemy witaminy D jak i K2. Te dwie bardzo istotne substancje są niezbędne w leczeniu jak i profilaktyce wielu chorób m.in.: miażdżycy i osteoporozy.

Wobec tego jakie są dobre źródła wapnia w diecie?

Sezam, mak, figi, migdały, amarantus, quinoa, organiczne warzywa: brokuły, natka pietruszki, jarmuż, jak również morele suszone, orzechy włoskie i laskowe.
Nie skupiajmy się na jedynym źródle wapnia w postaci fortyfikowanych mlek roślinnych. Włączmy do codziennej diety w/w produkty a wapnia nie powinno nam zabraknąć.

Natura idealnie zadbała o to, aby młody ssak wraz z mlekiem matki otrzymał to czego najbardziej potrzebuje w danym momencie. Dlatego tak istotne jest aby matka karmiła swoje dziecko jak najdłużej. Pierwsze lata życia są kluczowym elementem w budowie odporności głównie poprzez kształtowanie odpowiedniej mikroflory jelitowej. Matka przekazuje dziecku odpowiednie przeciwciała, dzięki którym kształtuje się system immunologiczny maleństwa. Do dziś wpaja się nam, że krowie mleko jest niezbędnym produktem w diecie dzieci jak i dorosłych. Na uczelniach wyższych przekazuje się informację, że zbilansowana dieta to taka, która zawiera minimum szklankę mleka dziennie, głównie ze względu na wapń. 

Zwróćmy uwagę również, że mleko dostępne w naszych sklepach znacznie odbiega od świeżego krowiego mleka. Zanim „mleko” trafi do kartoniku lub butelki zostaje mocno przetworzone. Świadomie w tym przypadku użyłam cudzysłowu ze względu na to, że ten produkt to wyjałowiony, mocno przetworzony płyn, który silnie alergizuje i wywołujący stany zapalne organizmu. Pamiętajmy, że z mleka krowiego tego, które trafia do przetwórni produkuje się również produkty mleczne tj. masło, maślankę, jogurty, śmietanę itd. Najgorszym jednak procesem jest pasteryzacja lub sterylizacja gotowego produktu. Powoduje to denaturację białek, unieczynnienie enzymów. Niektóre źródła podają, że w przemyśle dodaję się rafinowane oleje roślinne przy produkcji mleka o odpowiedniej zawartości tłuszczu. Najmniej wartościowym produktem jest mleko całkowicie odtłuszczone (0%).

Powyższe argumenty pokazują nam, że zalecanie spożywania mleka krowiego przez niemowlęta jak i przez osoby dorosłe jest niesłuszne.

Żaden produkt nigdy nie zastąpi mleka matki!

Zatem „mleko samicy danego gatunku jest pokarmem dla młodych osobników tego gatunku” !

 

Zespół Farmy Świętokrzyskiej